Dawno nie miałem już okazji obejrzeć jakiegoś naprawdę powalonego filmu. Dlatego właśnie „Bug” spadł mi jak z nieba. Film z lat siedemdziesiątych o szalonym naukowcu i wielkich robalach podpalaczach. Na dodatek to ostatnie dzieło legendarnego twórcy filmów klasy B – Williama Castle, po prostu nie mogłem tego przegapić.

Zgodnie z zasadą Alfreda Hitchcocka film zaczyna się od trzęsienia ziemi. Tym razem w małym miasteczku gdzieś na zadupiu USA, wskutek trzęsienia na polu miejscowego rolnika powstaje wielka rozpadlina. Gdy rolnik i jego syn - Kenny przyjeżdżają na pole, ich pickup nagle wybucha i obaj giną w płomieniach. (zabili Kennego, bydlaki!) Drugi syn rolnika - Gerald znajduje w okolicach rozpadliny dziwne, wielkie owady. Widzi też jak jeden z nich, spala atakującego go kota i pożera zwęglone mięso!!!

Gerald wzywa na pomoc Jamesa Parmintera - swojego byłego wykładowcę, który uczy biologii na pobliskim uniwersytecie i w wolnym czasie hipnotyzuje wiewiórki (serio!).
Naukowiec zabiera z pola kilka owadów i poddaje je badaniom w swoim laboratorium. Okazuje się, że są praktycznie niezniszczalne, mają niezwykle twarde pancerze i są całkowicie odporne na choroby i trucizny. Co dziwne nie mają układu pokarmowego i żywią się popiołem trawionym przez symbiotyczne bakterie. Żeby zdobywać pokarm wykształciły umiejętność krzesania ognia przez pocieranie o siebie wyrostków na odwłoku. Nie spaliły jeszcze wszystkiego w okolicy, tylko dlatego, że z niewiadomych przyczyn, są powolne i ospałe.

Gdy Parminter wraca do domu okazuje się, że kilka owadów złapało stopa w silniku jego samochodu. Ten widok wywołuje u niego olśnienie, robale muszą pochodzić z wnętrza ziemi!!! Lubią gorąco i wysokie ciśnienie, dlatego są takie nieruchawe. Po prostu z ich punktu widzenia powierzchnia ziemi jest jak szczyt Everestu – piździ jak cholera i ciśnienie jest niskie.

Niedługo potem jego żona ginie spalona przez owady. Biorąc pod uwagę jej poliestrowe ciuchy i tonę lakieru we włosach (w końcu to lata siedemdziesiąte, nie?), coś takiego było nieuniknione i bez udziału robali piromanów. Parminterowi jednak trochę odbija na ich punkcie i postanawia, przy pomocy domowej roboty komory kesonowej, skrzyżować ostatniego z nich z karaluchem.

Powtarzam: facet postanawia skrzyżować niemal niezniszczalne robale potrafiące krzesać ogień owady z karaluchami – najbardziej paskudnymi, niezniszczalnymi owadami na świecie. Dlaczego mam wrażenie, ze to się źle skończy?

Ten film przypomina mi historie która opowiedział mi mój kumpel. Jego wujkowi na komórce w ogrodzie założyły gniazdo osy. Wujek postanowił pozbyć się ich ekologicznie, bez pestycydów, za pomocą benzyny i zapałek. Zapomniał tylko że w komórce trzymał dwie butle z propan-butanem. Najlepiej na tym wszystkim wyszedł kumpel, bo dostał po wujku motorower. Morał z tej historii taki sam jak z filmu, z matką naturą nie należy zadzierać.

Bug to właściwie dwa filmy w jednym, pierwsza połowa to typowy dla lat siedemdziesiątych film w stylu „natura kontratakuje”, coś jak „Rój” tylko z karaluchami-piromanami zamiast pszczół.
Druga połowa, gdy Parminter w domu na wsi toczy walkę ze stworzonymi przez siebie hybrydami i powoli popada w szaleństwo, wkracza na terytorium horroru psychologicznego. W pewnym momencie nie wiadomo już, czy wszystko co widzi to prawda czy może jego paranoiczne zwidy.

Trzeba przyznać że Castle zakończył karierę z klasą. Jego ostatnie dzieło to porządnie zrobiony kawałek kina. Film nakręcony jest fachowo, a fabuła choć rozwija się powoli trzyma w napięciu. Ważna uwaga to nie jest film dla entomofobów, w większości scen role owadów grają prawdziwe egzotyczne karaluchy. W filmie wykorzystano osobniki dwóch gatunków, pierwszego w roli oryginalnych owadów i drugiego w roli wyhodowanych przez Parmintera hybryd. Osobniki obydwu gatunków są wielkie jak pięść niemowlaka i paskudne jak Jerzy Urban. Mam nadzieję ze aktorzy dostali jakieś dodatki do gaży za to ze musieli brać je do rak i pozwalać im chodzić po sobie Ja po niektórych scenach miałem ochotę na prysznic Jeżeli na widok wielkich robali nie robi się komuś słabo, film jest wart obejrzenia.

Najlepsze momenty:

  • Płonący kot
  • Robal eksplodujący w zwolnionym tempie
  • A teraz żeby zademonstrować moją teorię, zahipnotyzuje wiewiórkę
  • Owadzie porno